Policyjna Solidarność ogłosiła triumf w sprawie policjantów z Giżycka, posądzonych o niedopełnienie obowiązków służbowych. W komunikacie zapewniono, że to „dzięki zaangażowaniu oraz profesjonalizmowi ich prawników funkcjonariusze zostali prawomocnie uniewinnieni”. Brzmi pięknie. Problem w tym, że z prawdą ma to niewiele wspólnego.
Radość kolegów była tak duża, że niemal chcieliśmy pogratulować — w końcu to, co dla nas jest codziennością, im zdarza się niezwykle rzadko (albo nawet po raz pierwszy). Niestety, fakty karzą spojrzeć na ich „sukces” zupełnie inaczej. To, czym tak ochoczo się pochwalili, nie jest ich sukcesem. A przynajmniej nie w takim zakresie, jak próbują to przedstawić.
W sprawie interwencji z 14 marca 2025 r. tuż po godzinie 21. zarzuty „wyrwało” troje policjantów: dyżurny oraz dwoje patrolowców. Policjantka należy do NSZZ Policjantów, jej kolega z patrolu do Solidarności, a dyżurny — do żadnego związku. Policjantkę od początku reprezentował mecenas Damian Pruszkiewicz, który już w pierwszej instancji wykazał się najwyższą skutecznością, doprowadzając do umorzenia postępowania z powodu znikomej społecznej szkodliwości czynu. W drugiej instancji została prawomocnie uniewinniona.
Zestawienie faktów z tym, co w euforii ogłosili koledzy z Solidarności (https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=1020301363896295&id=100077493216292&rdid=15M2ulhy8nO1dxir#), może budzić zdziwienie. Nas jednak nie dziwi. Nie pierwszy raz bowiem zdarza się, że propaganda wyprzedza rzeczywistość, a czasem wręcz całkowicie się z nią rozmija.
Cieszyć się sukcesem — jak najbardziej!
Ale cieszyć się cudzym sukcesem i jeszcze ogłaszać go jako całkowicie własny, to już zupełnie inna dyscyplina. Wygląda na to, że niektórzy w tej konkurencji biją rekordy… nawet jeśli biegną w nie do końca swoim wyścigu.
Biuro W-M ZW NSZZ Policjantów w Olsztynie