Od stycznia wzrosną uposażenia żołnierzy zawodowych. W wersji optymistycznej mogą liczyć nawet na 500 zł podwyżki, pesymistycznej – 380 zł. Decyzja zapadnie w najbliższych dniach - pisze Artur Radwan w wydaniu Gazety Prawnej z 8 sierpnia 2018 r.

Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej, pod koniec czerwca obiecał, że od 2019 r. żołnierze zawodowi będą mogli liczyć na podwyżki. Nie chciał jednak zdradzać szczegółów. Z naszych informacji wynika, że o wzroście uposażeń dowiedzą się tuż przed Świętem Wojska Polskiego RP (15 sierpnia) lub bezpośrednio w tym dniu od prezydenta Andrzeja Dudy.

Ustalanie mnożnika

Według naszych informatorów stosowny wniosek ministra obrony narodowej o podwyżki wraz z projektem rozporządzenia trafił już do Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) i czeka na podpis prezydenta. Potem wymagana będzie jeszcze kontrasygnata premiera, ale to tylko formalność.
Tymczasem z informacji, do których dotarł DGP, wynika, że wskaźnik kwoty bazowej (obecnie 1523 zł) od 1 stycznia 2019 r. może w wersji optymistycznej zostać podwyższony z 3,20 do nawet 3,50. W praktyce oznaczałoby to, że w tym wariancie średnia płaca żołnierzy wzrosłaby z 4873 zł do 5330 zł, czyli o 457 zł. Nieoficjalnie mówi się też o wersji mniej optymistycznej, czyli wzroście wskaźnika do 3,45 wielokrotności kwoty bazowej. Wtedy średnie uposażenie wojskowego mogłoby wzrosnąć do 5254 zł, czyli o 381 zł.
– Jako przedstawiciele żołnierzy wnioskowaliśmy do szefa MON o wzrost wskaźnika do 3,50. Obecnie jesteśmy na szarym końcu w służbach pod względem zarobków – mówi komandor Wiesław Banaszewski, przewodniczący Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów Zawodowych.
– Proponowane podwyżki są utrzymywane w ścisłej tajemnicy. Na szczęście w budżecie są zarezerwowane środki na wzrost uposażeń, i to nawet w takiej wielkości, o którą wnioskujemy. Jeśli mamy zwiększać liczebność armii, to musimy zadbać o godne uposażenia, bo obecnie szeregowy może liczyć zaledwie na 3,2 tys. zł brutto – dodaje.

Na szarym końcu

Jeśli od przyszłego roku żołnierze nie otrzymaliby wyższych uposażeń, to nawet w służbie więziennej zarabiałoby się więcej. Do konsultacji trafił właśnie projekt rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie uposażenia zasadniczego jej funkcjonariuszy. Zakłada on podwyższenie mnożnika z 3,19 do 3,28 wielokrotności kwoty bazowej, z wyrównaniem od maja.
Wojskowi nieoficjalnie przyznają, że jeśli dojdzie do przyszłorocznych podwyżek, zawdzięczać je będą nowemu ministrowi Mariuszowi Błaszczakowi. Bo współpraca pomiędzy poprzednim szefem MON Antonim Macierewiczem a BBN nie układała się zbyt dobrze. Dlatego w 2018 r. zablokowane zostały nie tylko podwyżki, lecz także awanse generalskie.
– Wojsko dostanie podwyżki, bo minister Błaszczak nie rzuca słów na wiatr. Armia jest zadowolona z tego, że wreszcie nasz rząd docenił ich trud – mówi Michał Jach, przewodniczący sejmowej komisji obrony narodowej. Według niego podwyżki będą znaczące, bo obecnej władzy zależy na silnej armii.
Zwiększenie mnożnika nie kończy całej procedury. Do konsultacji musi jeszcze trafić projekt rozporządzenia MON w sprawie stawek uposażeń żołnierzy zawodowych. Tam szef MON zdecyduje o tym, czy na takie same podwyżki będą mogli liczyć wszyscy mundurowi – począwszy od szeregowych, a skończywszy na generałach. Wśród wojskowych pojawiają się głosy, że warto odejść od równego dzielenia pieniędzy.
– Po wzroście mnożnika podwyżki uposażeń dla poszczególnych stopni wojskowych nie powinny być dzielone po równo, czyli np. każdy po 380 zł. Ci na najniższych stopniach powinni otrzymać znacznie więcej – przekonuje gen. Roman Polko, były dowódca GROM.
Podobnego zdania jest gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceminister MON. – Wzrost uposażeń wynoszący 380 zł jest dużym wsparciem, a jeśli się okaże, że będzie to ok. 500 zł, to już będziemy mieli do czynienia z prawdziwym rekordem. Ważne, aby te pieniądze zostały sprawiedliwie podzielone – apeluje Skrzypczak.
W tym roku na wyższe zarobki mogą również liczyć pracownicy cywilni wojska. W maju 2018 r. na ten cel MON przeznaczyło 114,5 mln zł z wyrównaniem od stycznia.
– Te pieniądze to nie były podwyżki, ale regulacje płacowe dla tych najmniej zarabiających. Od dwóch lat jest znacznie lepiej, bo osoba, która przychodzi do pracy, nie zaczyna już od pensji minimalnej – mówi Roman Richert, zastępca przewodniczącego NSZZ Pracowników Wojska. Wciąż jednak nie jest idealnie.
– W całym resorcie średnia płaca wynosi 3,7 tys. zł brutto, a w jednostkach wojskowych jest o 700 zł niższa – dodaje.
Pracownicy cywilni wojska zapowiadają, że w kolejnym roku również będą walczyć o podwyżki.

Jak politycy dbają o armię

Premier Donald Tusk obiecał żołnierzom w lipcu 2012 r. podwyżki o 300 zł, po dwóch latach miał być wzrost o taką samą kwotę. Skończyło się na jednym wzroście uposażeń. Prezydent Bronisław Komorowski w sierpniu 2015 r. zdecydował się na podwyższenie wskaźnika, który doprowadził do podwyżek o 198 zł. W listopadzie, tuż po objęciu stanowiska Antoni Macierewicz wstrzymał publikację rozporządzenia płacowego podpisanego przez jego poprzednika, aby wprowadzić korzystniejsze rozwiązania. W efekcie pensje wojskowych od starszego chorążego sztabowego do generała wzrosły o 210 zł, a od szeregowego do starszego chorążego od 100 zł do 200 zł. Dodatkowo MON zdecydowało, że wypłacany od 2012 r. dodatek stażowy w wysokości 300 zł zostanie włączony do uposażenia zasadniczego. Dzięki temu wzrosły gratyfikacje za urlop wypoczynkowy, ryczałt z tytułu przeniesienia, a także stawki związane z rekonwersją, czyli środkami na przekwalifikowanie osób odchodzących z armii. Ostatni wzrost uposażeń – o 380 zł – miał miejsce w 2017 r. ©℗

Artur Radwan

Źródło: